Wrota Gryfina
kultura i historia
 
Strona główna » Gryfińskie legendy » Opowieści o masonach*
Opowieści o masonach*


W izbie zebrań loży gryfińskiej stała trumna, do której wejść musiał każdy nowo przyjmowany osobnik.
Musiał tam przysiąc, że nie wyjawi żadnej wolnomularskiej tajemnicy.
Wierzono, że przy tej trumnie straszy. Opowiadano również, że ten, kto chce zostać masonem musi położyć się do tej trumny, a następnie pozostali członkowie loży spuszczali ją ze schodów.
Jeśli kandydat to wytrzymał, stawał się masonem.


--------------------------------------------------------------------------------

Pewien właściciel ziemski bardzo chciał zostać masonem.
Dlatego w pokoju wyłożonym czarnym suknem musiał położyć się w trumnie, a wszyscy pozostali masoni kierowali w jego gołą pierś ostrza swych szpad. Musiał wyrzec się Boga.
Nie wytrzymał jednak tej próby, zerwał się, pospieszył do okna i runął przez nie z drugiego piętra na ulicę. Ale nic mu się nie stało. Szybko się podniósł, pobiegł do stojącego naprzeciwko domu piekarza, który wpuścił go do środka i zamknął za nim drzwi.
Po chwili zjawił się tu naczelny mason, który swą ostrą szpadą uderzył w zamknięte drzwi.
Jednak właściciel majątku był uratowany. Z wdzięczności darował co roku piekarzowi kilka sążni drewna.


--------------------------------------------------------------------------------

Masoni na ciele, pod ubraniem, nosili złote łańcuchy jako znak, że zapisali dusze diabłu. Po śmierci straszyli dzwoniąc tymi łańcuchami.
Przyjmowany do zgromadzenia wprowadzany był do izby, gdzie stały trzy zawiązane worki pieniędzy. Pierwszy zawierał złote monety, drugi srebrne, a w trzecim były miedziaki. Adept musiał z któregoś worka wybrać pełną torbę monet. Jeśli trafił na złoto, wówczas na całe życie stawał się bogatym człowiekiem, biedakiem zaś, gdy trafił na miedziaki.
W budynku, w którym masoni odbywają swoje zebrania, znajduje się szafa, gdzie przechowywane są wszystkie ich tajemnice. Leżą tam także miniaturowe narzędzia murarskie, jak kielnia, kątownik itp. Zebrawszy się, murują tymi narzędziami niewielką babilońską wieżę, a gdy jest już wysoka niszczą ją, aby zacząć pracę od nowa.
W budynku loży gryfińskiej znajdowała się ongiś mała wieża z cynkowanymi lub srebrnymi okienkami i drzwiami, którą wybudowali członkowie związku.


--------------------------------------------------------------------------------

W okolicach Gryfina opowiadano, że masoni posiadali księgę czarów, przydatną im w rozmaitych magicznych praktykach.
Pewna dziewczyna służyła u wytwornego pana, który był masonem. W jego pokoju leżała gruba księga, którą dziewczyna musiała każdego ranka odkurzać. Jednak pan z pełną surowością zakazał jej otwierać tę księgę i cokolwiek w niej czytać.
Jeśliby nie uwzględniła tego zakazu, wszystko mogłoby się obrócić przeciwko niej. Długi czas stosowała się do słów pana. Jednak gdy ten pewnego dnia wyjechał, nie mogła już dłużej oprzeć się pokusie. Otworzyła księgę, przewertowała ją i w końcu zaczęła czytać, choć czytanych słów nie rozumiała.
Nagle ku swemu przerażeniu spostrzegła, że dookoła niej tańczą okropne zjawy. Bezradnie rozglądała się wokół i nie wiedziała, co ma zrobić, by uwolnić się od przerażających postaci. Na szczęście usłyszała głos swego pana, który niespodziewanie powrócił. Ten natychmiast wszedł do pokoju i jednym spojrzeniem ogarnął wszystko to co się dzieje. Obił biedaczkę za nieposłuszeństwo, potem chwycił księgę i przeczytał to samo miejsce wspak. Zjawy znikły.
Później powiedział dziewczynie, że gdyby przypadkiem się nie pojawił, wówczas zjawy odebrałyby jej życie.


--------------------------------------------------------------------------------

Masoni nie mogą kraść, jednak sami doskonale wiedzą, kto i kiedy to robi. Byli wszystkowiedzący.
Opowiadano w Gryfinie, że pewien właściciel ziemski będący masonem musiał któregoś dnia wyjechać.
Przy pożegnaniu powiedział swojej żonie by nie otwierała szafy, w której przechowuje swoje murarskie narzędzia.
Kobieta jednak nie mogła pohamować swojej babskiej ciekawości i otworzyła szafę.
Nikomu nie opowiedziała, co zobaczyła w jej wnętrzu. Gdy człowiek ów wieczorem wrócił do domu, powiedział do żony: "Gdy jeszcze raz tę szafę otworzysz, będziesz musiała zapłacić za to życiem".


--------------------------------------------------------------------------------

Powszechnie wiadomo było, że masoni są tzw. "sobowtórami" (doppelgänger ), to znaczy ludźmi mogącymi jednocześnie pojawiać się w wielu miejscach.
Pewien zacny urzędnik był masonem. Chodził, jak to mówiono, "podwójnie". Często widziany był w domu, wówczas gdy był daleko od niego.
Pewnego razu przypadł diabłu, ale miał swego "zastępcę".
W tym czasie pracowali u niego kołodziej i murarz. Kiedyś polecił im, by zanieśli do miasta zamkniętą skrzynię.
Musieli wówczas podpisać, że otrzymali prawdziwą skrzynię i że na pewno zostanie oddana. W rzeczywistości nie byli świadomi, że podpisali coś zupełnie innego. Nie minął rok, gdy kołodziejowi poderżnięto gardło.
W tym samym momencie do żony murarza przybiegło dziecko wołając: "Mamo, chodź szybko, tato wisi nad ziemią a czarny człowiek ciągnie go za nogi".
Żona murarza znalazła martwego męża wiszącego pod dachem.


--------------------------------------------------------------------------------

Masoni wzajemnie się popierali i żaden z nich nie mógł zginąć. Kto raz wstąpił do loży, ten nie mógł już jej opuścić, a jeśli taki by się trafił, ten musiał umrzeć.
W Gryfinie opowiadano, że pewien człowiek wstąpił do loży bez wiedzy swojej żony.
Gdy ona się o tym dowiedziała, nie mogła tego znieść, ale on nie mógł już tego zmienić. Pobiegła wówczas na zgromadzenie, gdzie jeszcze byli masoni i prosiła, by uwolnili męża.
Oni wyrazili zgodę na jej życzenie, aczkolwiek pod następującym warunkiem. Na ścianie w sali wisiały maleńkie obrazy wszystkich masonów. Zapytano ją, czy rozpoznaje podobiznę męża.
Ona powiedziała, że tak - i przebiła go igłą. Jej mąż został zwolniony z loży masońskiej, ale w tej samej chwili zmarł.




- * Względna tajemniczość obrzędów wolnomularskich oraz względna niedostępność informacji sprzyjała temu, by w szerokich kołach społeczeństw przyjmowano bezkrytycznie wszelkie zmyślenia dotyczące masonerii.
Dawano wiarę w olbrzymie wpływy tej organizacji na całe życie państw i narodów, w nieograniczoną potęgę i wszechobecność.
W świadomości przeciętnego kołtuna ostatnich trzech stuleci sam wyraz "mason" był synonimem zła i zmaterializowanych na ziemi potęg piekielnych. Wszystkie przytoczone tu opowiastki stawiają wolnomularzy w bardzo niekorzystnym świetle. Duże "zasługi" położył na tym polu kościół, zarówno katolicki, jak i protestancki.
W Gryfinie lożę wolnomularską założył 26 stycznia 1823 roku baron Franz von Steinaecker wraz z 13 "braćmi".
Nazywała się "Franz wśród wiernych serc".
Jej siedzibą był budynek dziś już nieistniejący przy ulicy Niepodległości, na lewo od Bramy Bańskiej.
Na jego frontonie w błękitnym polu widniał, prawdopodobnie wykonany w tynku, znak wolnomularstwa - cyrkiel i kątownik.
Po przeciwnej stronie ulicy stał budynek piekarni, należący wówczas do rodziny mistrzów piekarskich Engel. Tak więc szczegóły drugiej opowieści znajdują swoje potwierdzenie w topografii XIX wiecznego miasta


 


© Urząd Miasta i Gminy w Gryfinie | Redakcja
Wrota Gryfina są częścią projektu współfinasowanego ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego pn. "eGryfino I - wdrożenie rozwiązań społeczeństwa informacyjnego w Gminie Gryfino"

www.icor.pl