Wrota Gryfina
kultura i historia
 
Strona główna » Gryfińskie legendy » Dokuczliwe karły
Dokuczliwe karły


Żył sobie w Gryfinie stary piekarz, który miał psa z dwiema głowami.
Pewnego dnia, kiedy pies spokojnie spał na podłodze piekarni, przyszedł do niego mały kobold, usiadł na psie i przymilał się do niego. Stopniowo przychodziło do komnaty coraz to więcej małych ludzików, którzy zaczęli zabawiać się z psem. Nagle do pokoju wpadł piekarz i zaszedł od tyłu małych ludków.
Ci rozbiegli się przestraszeni po podłodze i przepadli raptem w szczurzej norze. Następnego dnia piekarz posadził przed norą swojego kota, sam wcisnął się do szafy, w której drzwiach uprzednio zrobił małą dziurkę i czekał na powrót karzełków.
Od dłuższego już czasu ginęły mu bułeczki i teraz o złodziejstwo zaczął on podejrzewać tych małych krasnali.
Gdy odsiedział w swojej skrytce już spory kawałek czasu, malcy pojawili się z powrotem, lecz kot pilnujący nory krzywdy im nie uczynił. Przeciwnie, począł przyjaźnie mruczeć i bawić się z nimi, jakby byli najlepszymi przyjaciółmi. Piekarz wyskoczył z szafy i zaczął polowanie na koboldy. Wkrótce stwierdził, że tym sposobem celu nie osiągnie.
Niedługo po tym zdarzeniu do piekarza przyszła pewna stara kobieta kupić bochenek chleba.
Opowiedział on jej o swoim kłopocie, a starucha oświadczyła, że jest w stanie mu pomóc. Mianowicie posiada ona specjalny proszek, którego użycie spowoduje ucieczkę małych ludków gdzie pieprz rośnie.
Przyniosła więc ze sobą jakiś zielony proch, wsypała go do pukawki i zatkała dwoma koreczkami. Gdy mali ludkowie znowu pojawili się u piekarza, ten huknął z pukawki pryskając im proszkiem po oczach.
Koboldy oślepły i w pośpiechu nie mogły trafić już do swojej nory. Piekarz wyłapał je i zamknął w chlewie, skąd już nie mogły się wydostać. Po pewnym czasie poszedł zajrzeć do chlewa, powodowany ciekawością co do swoich jeńców. Ku swojemu wielkiemu zdziwieniu zauważył wówczas, że w chlewie znajdują się również jego pies i kot.
Okazało się, że oba zostały przez ten mały ludek zaczarowane. Niewiele myśląc, wykopał piekarz w swoim ogrodzie głęboką dziurę i zakopał tam natychmiast ludziki, psa i kota. W tym momencie uwierzył, że pozbył się uporczywej plagi duszków, lecz pomylił się. Po kilku dniach na miejscu pochówku wyrosło różane drzewko, na którym po jednej stronie rosły same małe pieski, a po drugiej same małe kotki.
Wkrótce wziął piekarz do domu jednego małego psa czy kota i wtedy zrobiło się tam piekło. Z czasem do mieszkania przyszła cała masa psów i kotów, które straszyły tam jak upiory.
Trwało to tak długo, aż pojawiła się znów starucha, która kiedyś przyniosła specjalny, zielony proszek Wzięła do ręki swój pantofel i pozabijała nim wszystkie zebrane w domu psy i koty.
Na jej polecenie piekarz musiał wyciąć różany krzew i od tej pory żadne psy, żadne koty i żadne koboldy wstępu do tego domu nie miały.


Alfred Haas, "Greifenhagener Sagen", w: Monatsblatter fur pommersche Volkskunde, 1894
Tłum: Marian Anklewicz


 


© Urząd Miasta i Gminy w Gryfinie | Redakcja
Wrota Gryfina są częścią projektu współfinasowanego ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego pn. "eGryfino I - wdrożenie rozwiązań społeczeństwa informacyjnego w Gminie Gryfino"

www.icor.pl